Witamy w Szczecińskim Informatorze Edukacyjnym. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

Przydatne informacje

Zapraszamy do zapoznania się z naszym nowym działem, gdzie zgromadziliśmy bazę przydatnych informacji.

reklama szczecin

Jakiej oświaty chce szczeciński podatnik

Gazeta Wyborcza - Szczecin, 25.02.2008



Miasto nie jest, wbrew temu co się opowiada, firmą. Jeśli już musimy porównywać samorząd do czegoś, to najlepszym porównaniem jest rodzina. W normalnej rodzinie dzieci są najważniejsze - pisze przy okazji awantury o zamykanie szkół Leszek Chwat

Jakiej oświaty chce szczeciński podatnik
Tak jak co roku w okolicach Bożego Narodzenia zima zaskakuje drogowców, tak co roku w lutym szczecińscy urzędnicy i radni przystępują do tzw. restrukturyzacji oświaty, czyli próby zamknięcia kilku (zwykle tych samych) szkół. Rosną emocje, racjonalne argumenty przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Okazja do rzeczowej dyskusji o najważniejszym - moim zdaniem - zadaniu samorządu, jakim jest zapewnienie młodym szczecinianom dostępu do oświaty na przyzwoitym poziomie, po raz kolejny zostaje zmarnowana. Ot, taka nasza nowa szczecińska świecka tradycja.

Aby wykluczyć jakiekolwiek podejrzenia o prywatę, informuję, że stan szczecińskiej oświaty nie dotyczy mnie osobiście. Moje dzieci są dorosłe, a moje wnuki najpewniej będą uczniami szkół w Londynie, Dublinie czy innym Nowym Jorku. No, chyba że nastąpi cud. Ale w cuda nie wierzę - jako zdeklarowany ateista i grzesznik. Nie zmienia to faktu, że szczecinianin płacący podatki (jeśli wierzyć oświadczeniom majątkowym - wyższe niż większość radnych) ma prawo do przedstawienia swojej opinii na temat sposobu wydatkowania tych podatków.

W zamierzchłych czasach, kiedy jako członkowie Niezależnego Zrzeszenia Studentów próbowaliśmy zmieniać obrzydliwą PRL-owską rzeczywistość, często powtarzaliśmy hasło wymyślone podobno przez paryskich studentów w 1968 r.: "Bądź realistą - żądaj niemożliwego". Po jakimś czasie okazało się, że niemożliwe jest możliwe, a nawet konieczne.

No to teraz czas na moje oczekiwania wobec szczecińskiej szkoły publicznej. Oczekiwania, które, w co nie wątpię, są niemożliwe do spełnienia. Bo budżet, bo bieda, bo są ważniejsze zadania, bo (tu wpisać 28 tys. powodów).

Chciałbym, aby gimnazjalista w moim mieście uczył się w szkole, w której:

- klasa ma nie więcej niż 25 uczniów;

- pracownia informatyczna ma tyle komputerów, aby na każdego ucznia przypadał jeden, a w szkolnej bibliotece i świetlicy jest nieograniczony dostęp do internetu;

- kolega na wózku inwalidzkim nie jest jakimś "dziwadłem", ale pełnoprawnym członkiem szkolnej społeczności, od którego wymaga się tyle samo, co od innych, a kiedy trzeba, pomaga mu się bez nadmiernej i poniżającej troskliwości;

- na lekcjach języka polskiego poza wiedzą o tym, że Mickiewicz wielkim poetą był, pomaga się zrozumieć artykuł z lokalnej gazety;

- na matematyce nauczą, jak obliczyć koszt kredytu i co to jest inflacja;

- na lekcjach filozofii (tak!) gimnazjalista dowie się, co o świecie miał do powiedzenia Arystoteles, Platon i Tomasz z Akwinu, a ksiądz katecheta będzie musiał tłumaczyć się ze spalenia na stosie Giordana Bruno;

- nauczyciele nie będą udawać, że 16-latek ma jeszcze czas na zainteresowanie seksem i spokojnie, bez emocji, kulturalnie wytłumaczą np. do czego służy prezerwatywa;

- oczywistym jest, że uczy się dwóch języków obcych (min. cztery godziny w tygodniu);

- każdy uczeń ma możliwość korzystania z zajęć pozalekcyjnych bez ograniczeń;

- szkoła ma radę rodziców, która naprawdę decyduje o ważnych dla szkoły sprawach, a lokalny samorząd naprawdę w swoich decyzjach bierze pod uwagę jej sugestie;

- nauczyciele nie pracują 18 godz. w tygodniu, ale tyle, ile trzeba. Ale zarabiają tyle, że nie muszą dorabiać po godzinach.

Nie oczekuję żadnych cudów. Do takiej szkoły chodził mój syn. Nie była to szkoła prywatna, nie była to szkoła w wielkim mieście w bogatym kraju. To było gimnazjum w małej, biednej, wiejskiej gminie na krańcach Rzeczpospolitej, do której zmienne koleje losu (jak pisał Edward Stachura) rzuciły mnie i moją rodzinę. Na zorganizowanie tej szkoły gmina przeznaczyła ponad połowę swojego rocznego budżetu. Burmistrz i radni uznali, że naprawa drogi czy budowa kawałka wodociągu może poczekać, a dzieci czekać nie mogą. Uznali, że najlepszą inwestycją jest inwestycja w edukację. Przy okazji trzeba było zamknąć kilka małych wiejskich szkół. A jednak politycznie projekt też okazał się udany. Burmistrz (żeby nie było wątpliwości - nie nauczyciel, ale twardo chodzący po ziemi budowlaniec) rządzi gminą już trzecią kadencję, a w ostatnich wyborach wygrał w pierwszej turze (pierwsi absolwenci gimnazjum już mogli głosować). Niestety, nie mam praw wyborczych w tej gminie. Ale chciałbym, żeby Pan wiedział, Panie Burmistrzu Adamie Zarzycki: gdybym mógł, głosowałbym na Pana zawsze. I chciałbym, by moje miasto miało takiego gospodarza!

Miasto nie jest, wbrew temu co się opowiada, firmą. Jeśli już musimy porównywać samorząd do czegoś, to najlepszym porównaniem jest rodzina. W normalnej rodzinie dzieci są najważniejsze. Jeśli rosną nasze dochody, zwiększamy wydatki na dzieci. Pracujemy coraz ciężej, by zapewnić im dodatkowe lekcje angielskiego, korepetycje z matematyki czy zajęcia sportowe. Jak zostaje parę złotych, budujemy sobie nowy podjazd do domu (nową ulicę), czy robimy imprezkę dla znajomych (The Tall Ships' Races). Poza rodzinami patologicznymi, nikt nie oczekuje, że zasiłek rodzinny (subwencja oświatowa) wystarczy na utrzymanie dzieci. Poznań dokłada na szkoły do subwencji oświatowej 60 proc. z innych dochodów. Mój Szczecin - 40 proc. Mniej niż takie potęgi gospodarcze jak Banie, Barlinek, Cedynia czy Gryfino (wpisać dowolną gminę w dawnym województwie szczecińskim).

Na koniec trochę nie na temat. Podobno fakt istnienia szkoły uniemożliwia rewitalizację centrum miasta. Jeżeli dobrze rozumiem pojęcie rewitalizacji, polega ona na przywróceniu życia. Miasto żyje, jeśli ma mieszkańców. Mieszkańcy zwykle mają dzieci. Dzieci potrzebują szkół. Są oczywiście mieszkańcy, którzy nie mają dzieci. Oni mają więcej pieniędzy.

Nie będę kontynuował wywodu, bo zarzucą mi homofobię.

Czekamy na opinie

Jak zmieniać szczecińską oświatę? Czy kompromis między miastem a protestującymi rodzicami jest możliwy? Jakie powinny być priorytety i docelowy standard nauczania w szczecińskich szkołach?

Piszcie na: listy@szczecin.agora.pl oraz forum www.szczecin.gazeta.pl, dzwońcie pod nr tel. 091 481 83 00.



*Autor jest byłym posłem UW i BBWR, byłym wiceprezydentem Szczecina (na początku drugiej kadencji Mariana Jurczyka)

ŹRÓDŁO WIADOMOŚCI
Gazeta Wyborcza - Szczecin


KOMENTARZE


Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Jeśli chcesz dodać swój komentarz, skorzystaj z formularza ».
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005-2018. Właścicielem serwisu jest Atrax Krzysztof Kołakowski.
Wykonanie portalu: Crazybeaver.net