Witamy w Szczecińskim Informatorze Edukacyjnym. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

Przydatne informacje

Zapraszamy do zapoznania się z naszym nowym działem, gdzie zgromadziliśmy bazę przydatnych informacji.

Nie zmuszajmy dzieci do wyścigu szczurów

Gazeta Wyborcza - Szczecin, 08.03.2008



W tekście "Proszę nie reglamentować oświaty" (GW, 3 marca) moja redakcyjna koleżanka Jolanta Kowalewska trafnie zdiagnozowała problem szczecińskich gimnazjów, ale zalecona przez nią kuracja jest - jak mówią niektórzy - kontrskuteczna. Jola chce, by pacjenta z gorączką wsadzić do wanny z ukropem!

Nie zmuszajmy dzieci do wyścigu szczurów
Rzeczywiście - mamy kilka bardzo dobrych i bardzo dużo przeciętnych czy wręcz słabych gimnazjów (podobnie jest z liceami, ale to osobny temat). Co ambitniejsi rodzice absolwentów podstawówek marzą, by umieścić swoje pociechy w gimnazjach nierejonowych przy liceach nr XIII, IX, V albo ostatecznie w gimnazjum polsko-hiszpańskim. O przyjęciu do tych szkół decydują stopnie na świadectwie, test szóstoklasisty plus wewnętrzne, specyficzne dla każdej z tych szkół egzaminy. Celem tych szykan jest wyselekcjonowanie "najlepszego materiału", by mógł w spokoju i cieplarnianych warunkach dalej się rozwijać.

W tych czterech szkołach, jak obliczyła Jola, w tym roku było 325 miejsc, o które walczyło ze trzy razy więcej uczniów. I tak co rok tysiąc 12-latków, wbrew wszelkim zasadom pedagogiki, socjologii i psychologii bierze udział w swoim pierwszym w życiu wyścigu szczurów. Wygrywasz - przechodzisz dalej, przegrywasz - odpadasz.

Co w ten sposób uzyskujemy? Kilka szkół "specjalnych inaczej" i całą resztę przeciętnych i słabych. Wystarczy brak kilku punktów, by uczeń, który ma potencjał, wylądował w szkole bez perspektyw.

W system selekcjonowania 12-latków na „genialnych” i całą resztę wpisana jest choroba braku dobrych - niezamykających szans dalszego rozwoju - szkół. Postulowane przez Jolę zwiększenie liczby szkół nierejonowych to droga donikąd - w takim systemie zawsze większość dzieci będzie w gorszej sytuacji. To istota problemu. Bo w interesie społecznym jest, by jak najwięcej dzieci miało szansę na rozwój, a nie tylko wyselekcjonowane.

„Środowisko oświatowe całego świata z wielką uwagą przygląda się fińskiemu systemowi szkół” - napisał w liście do redakcji pan Witold Stefański. - Uczniowie tego kraju w trakcie badań PISA [Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów - red.] osiągają najlepsze wyniki. Jedną z zasad przestrzeganych w naborze do fińskich szkół obejmujących klasy I-IX jest bezwzględna rejonizacja [podkreślenie - wj], kanonem jest przebywanie w tych samych szkołach publicznych, a do takich chodzą prawie wszyscy młodzi Finowie, uczniów słabych i bardzo dobrych. A więc dostęp do szkół na poziomie naszych szkół podstawowych i gimnazjalnych jest ściśle reglamentowany. W związku z powyższym mam pytanie do Pani Redaktor Jolanty Kowalewskiej: dlaczego Finowie „reglamentują" dostęp do swoich szkół?”

Odpowiem za Jolę, ale nie w jej imieniu. W każdej populacji jest parę procent jednostek wybitnych. Skoszarowanie ich w wybranych szkołach prowadzi - po pierwsze - do oddzielenia ich od normalnej tkanki społecznej, po drugie - tym słabszym odbiera możliwość podpatrywania i wzorowania się na tych lepszych.

Szczególnie głupie (przepraszam za kolokwializm) jest selekcjonowanie dzieci już na poziomie 12 lat. Z psychologii rozwojowej wiadomo bowiem, że młodzież w tym wieku rozwija się w bardzo różnym tempie, tak fizycznie, psychicznie (emocjonalnie), jak i intelektualnie. Dzieci, które mają problemy w nauce w klasie szóstej, mogą mieć znacznie większy potencjał od swoich "lepszych" koleżanek czy kolegów. Tak więc skazywanie kogoś na wybór złej szkoły w tym momencie jest tragicznym nieporozumieniem.

Osobną kwestią jest bałwochwalczy stosunek naszych władz oświatowych do testów (których sam kiedyś byłem wielkim fanem). Ich niezaprzeczalnym plusem jest obiektywizm oceny. Jednak, kiedy słyszę, że są gimnazja, w których dyrekcja każe uczniom sześć razy pisać próbne testy, to zaczynam się zastanawiać, o co w tym wszystkim chodzi? Bo chyba nie o to, by wytresować dzieci w "zgadywaniu" testów. Zresztą to jest osobny wielki temat: jakiej szkoły chcemy. O wadze tego pytania i braku sensownej odpowiedzi co do szczecińskiego modelu oświaty pisał niedawno na naszych łamach Leszek Chwat. Bardzo podobała mi się w jego wypowiedzi myśl, że gmina (nie tylko w tej dziedzinie) to jednak powinna być bardziej rodzina niż dobrze zarządzana firma. A w rodzinie - myślimy przede wszystkim o dzieciach, a nie o tym, jak na nich zaoszczędzić. Faktycznie, w całej tej dyskusji o restrukturyzacji oświaty brakuje debaty o stylu naszych szkół i co one naszym dzieciom mają dać.

Na koniec jeszcze jeden cytat - tym razem ze strony www.wgimnazjum.pl, gdzie Sławomir Ziemicki z Ministerstwa Edukacji Narodowej przypomina, czym w istocie jest (miało być?) gimnazjum.

„Gimnazjum ma być szkołą wyrównywania szans [podkreślenie - wj], przygotowującą uczniów do dokonywania racjonalnych wyborów dróg edukacyjnych. Przyspieszanie tych wyborów, selekcjonowanie uczniów, zawężanie ścieżek edukacyjnych jest sprzeczne z ideami reformy.”

Prosimy o opinie

Jakie jest wasze zdanie? Czy, jak proponuje Jolanta Kowalewska, powinno powstawać jak najwięcej nierejonowych gimnazjów, skupiających dobrych i bardzo dobrych absolwentów podstawówek? Czy może, jak podkreśla Wojciech Jachim, jest to rozwiązanie głupie, które kłóci się z ideą reformy oświaty i sensem istnienia gimnazjów. Czym mają być gimnazja - wyścigiem szczurów czy miejscem wyrównywania szans (co zrobić, by nie było to równanie w dół)?

ŹRÓDŁO WIADOMOŚCI
Gazeta Wyborcza - Szczecin


KOMENTARZE


Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Jeśli chcesz dodać swój komentarz, skorzystaj z formularza ».
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005-2019. Właścicielem serwisu jest Atrax Krzysztof Kołakowski.
Wykonanie portalu: Crazybeaver.net