Witamy w Szczecińskim Informatorze Edukacyjnym. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

Przydatne informacje

Zapraszamy do zapoznania się z naszym nowym działem, gdzie zgromadziliśmy bazę przydatnych informacji.

reklama szczecin

Niezdrowa żywność w szkołach

Gazeta Wyborcza - Szczecin, 23.09.2008



Batony, barwione sztucznie gumy i żelki, chrupki i zapiekanki - to najchętniej w sklepikach szkolnych kupują uczniowie. Niektóre polskie miasta chcą to zmienić. Szczecin zostawia wolną rękę dyrektorom i rodzicom

Niezdrowa żywność w szkołach
Poniedziałek rano. Przed sklepikiem w Szkole Podstawowej nr 56 przy ul. Malczewskiego kolejka uczniów. Przy jednym ze stojących obok stolików siedzi czterech chłopców. Jeden je hamburgera, drugi czipsy zapija gazowanym napojem pomarańczowym.

- Często kupujecie takie jedzenie? - pytam. W odpowiedzi słyszę, że właściwie codziennie. - A gdyby w sklepiku były zdrowe produkty: owoce, świeże soki, kupowalibyście je? Kiwają głowami, ale bez przekonania.

Większość dzieci, które spotykam przed sklepikiem, trzyma w rękach zapiekanki, paczki czipsów albo żuje kolorowe gumy. Tak jest w wielu szczecińskich podstawówkach.

- Takie produkty zawierają nadmiar soli, tłuszczu i cukru, za to żadnych wartości odżywczych czy witamin. Jeśli w diecie dziecka takie jedzenie jest zamiennikiem śniadania czy obiadu, prostą drogą zmierza ono przede wszystkim do otyłości, ale też np. próchnicy czy chorób słabych kości - mówi dietetyk Małgorzata Szmygin.

Właściciele szkolnych sklepików przyznają, że właśnie takie jedzenie sprzedaje się najlepiej.

- Sprzedajemy bardzo dużo zapiekanek, lodów, schodzą też batony i paluszki - potwierdzają prowadzący sklepik w SP 56 Wanda i Stanisław Sobolewscy. - Mamy też zdrowe produkty: jabłka, pitne jogurty. Ale nie ma na nie wielu chętnych, jabłek sprzedaje się dziennie kilka, czasem kilkanaście. Próbowaliśmy sprzedawać świeże soki jednodniowe, ale musieliśmy je zwracać do hurtowni, nikt ich nie kupował.

- A rodzice wcale nie protestują, kiedy dzieciaki kupują przy nich niezdrowe produkty - mówi pan Adam ze sklepiku w SP 63 przy ul. Grodzkiej. U niego najlepiej schodzą gumy, żelki, kolorowe lizaki.

Lidia Tymoszyńska, dyrektor SP 56, potwierdza, że część odpowiedzialności za to, co w szkole kupują dzieci, ponoszą rodzice.

- Kiedy z samego rana pod sklepikiem widzę uczniów z zapiekankami, wiem, że zaniedbano kwestię śniadania - zauważa. - Rodzice zamiast zrobić dziecku kanapkę, wolą często wręczyć pieniądze, które wydawane są na niezdrowe smakołyki.

- Może zamiast usuwać ze sklepików produkty, które dzieciaki i tak mogą kupić gdzie indziej, warto pomyśleć o lekcjach zdrowego żywienia, które uświadomią uczniom, że wybierając np. owoce, robią coś dobrego dla siebie? - zastanawia się Stanisław Sobolewski.

Taki pomysł popiera radna PiS-u Stefania Biernat, wiceprzewodnicząca szczecińskiej komisji edukacji.

- Ale oprócz tego potrzebna jest na pewno większa kontrola nad tym, co sprzedaje się w szkolnych sklepikach.

W niektórych polskich miastach za problem sprzedawanej w szkołach żywności zabrały się samorządy. W Sosnowcu radni uchwalili, że władze miejskie obniżą nawet o 50 proc. czynsz tym sklepikarzom szkolnym, którzy zdecydują się wprowadzić do sprzedaży zdrowe produkty. Podobne uchwały powstają w Olsztynie, Łodzi czy Tychach. A co o kwestii niezdrowego odżywiania uczniów myślą władze Szczecina?

- Wiem, że w niektórych szkołach rady rodziców decydują się "dogadywać" z prowadzącymi sklepiki co do tego, jakie produkty sprzedawać, a jakie nie - wyjaśnia Robert Grabowski z biura prasowego Urzędu Miasta. - Ale my tego nie koordynujemy. W najbliższym czasie miasto nie planuje podjęcia jakichkolwiek działań w tym temacie.

ŹRÓDŁO WIADOMOŚCI
Gazeta Wyborcza - Szczecin


KOMENTARZE


Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Jeśli chcesz dodać swój komentarz, skorzystaj z formularza ».
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005-2017. Właścicielem serwisu jest Atrax Krzysztof Kołakowski.
Wykonanie portalu: Crazybeaver.net