Witamy w Szczecińskim Informatorze Edukacyjnym. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

Przydatne informacje

Zapraszamy do zapoznania się z naszym nowym działem, gdzie zgromadziliśmy bazę przydatnych informacji.

reklama szczecin

Przed maturą dowiedziała się, że ma białaczkę. Zdała.

Gazeta Wyborcza - Szczecin, 24.06.2011



- Nie mogę stracić roku- zawzięła się. Nie przeszkodziła jej ani chemioterapia, ani depresja spowodowana nagłym pogorszeniem stanu zdrowia.

Przed maturą dowiedziała się, że ma białaczkę. Zdała.

Joanna Meissner, dziewiętnastolatka ze Świdwina, zwyczajna uczennica kończąca liceum. Zakochana w koniach (zaczęło się od Dnia Dziecka w Łobeskim Stadzie Ogierów, tam były pierwsze lekcje na kucyku Lucky, później starty w zawodach jeździeckich, plany studiów na AWF). Grała w szkolnej drużynie siatkówki. Poniekąd dzięki temu dowiedziała się o chorobie, kiedy jeszcze nie było za późno.

Mecz o życie

Po którymś meczu jest zmęczona bardziej niż zwykle, łamie ją w kościach, ma gorączkę. Następnego dnia czuje się już lepiej, ale rodzice wysyłają ją do lekarza. Ten zleca standardowe badanie - morfologię krwi.

- Myślałam, że bierze mnie jakaś grypa czy inne choróbsko - opowiada Asia. - Już wcześniej zdarzały się gorsze dni, ale tłumaczyłam to stresem i przemęczeniem. Miałam sporo treningów, przed sobą maturę, a jednocześnie w weekendy pracowałam [w stadninie koni]. Niechętnie, ale poszłam do lekarza. Gdy pokazałam mu wyniki, od razu dostałam skierowanie do kołobrzeskiego szpitala.

W Kołobrzegu powtórzyli badania. Z podejrzeniem białaczki szpiku natychmiast skierowali do specjalistycznej kliniki w Szczecinie.

- Oddział hematologii w szpitalu przy Unii Lubelskiej - opowiada maturzystka. - Tam usłyszałam ostateczną diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna. W dniu rozpoznania miałam już 89 procent nieprawidłowych komórek. Trudno to wszystko ogarnąć, przecież nie było żadnych niezwykłych objawów, które by ostrzegły o chorobie. Zawsze byłam okazem zdrowia i miałam książkowe wyniki.

Na studniówce Asia już nie zatańczyła. Jej koleżanki i koledzy z klasy 3d też nie mieli ochoty na zabawę.

- Studniówka to zwykle jest bardzo radosny moment, a moi uczniowie jakoś dziwnie się zachowywali - wspomina wychowawca Adam Brdyś. - Okazało się, że najbliższe koleżanki już wiedziały o chorobie Asi. Wszyscy bardzo to przeżywaliśmy, nawzajem dopytywaliśmy się o jej stan. Wiem, że dziewczyny regularnie kontaktowały się z Asią - przez internet, ale też bezpośrednio. Choć od Szczecina kawałek drogi, a na oddział hematologiczny niełatwo wejść. Dla mnie najtrudniejsze były rozmowy z rodzicami Asi. Podziwiam ich hart ducha, siłę.

Akcja matura - nauczyciele w maseczkach

Dla rodziców i dla samej Asi od początku było jasne, że nie powinna rezygnować z matury.

- Nikt nie musiał mnie namawiać, sama chciałam ją zdać. Szkoda mi było marnować roku w szkole, tak niewiele mi pozostało do końca - stwierdza dziewiętnastolatka. - Największe wsparcie oczywiście otrzymałam od mamy i taty, od początku wierzyli, że dam radę.

Nauczyciele i dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Świdwinie też wiedzieli, że kontynuowanie nauki jest ważne nie tyle dla świadectwa, co dla psychiki uczennicy - pacjentki.

- Realizowanie normalnego cyklu nauczania, lekcje, oceny to był element terapii - mówi Edward Wójcik, dyrektor ZSP w Świdwinie. - Robiliśmy wszystko, by Asia w drugim semestrze była klasyfikowana i została absolwentką naszego liceum. Matura to było drugie ważne zadanie. Gdybyśmy przełożyli ją na kolejny rok, to byłby sygnał dla Asi, że... - Edward Wójcik zawiesza głos.

By przygotować Asię do matury, a później zorganizować egzamin dla ciężko chorej uczennicy potrzebna była współpraca trzech szkół! Tej macierzystej - świdwińskiej, szpitalnej [nauczyciele prowadzący lekcje na oddziałach] i IV Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie. Dlaczego?

- Sami nie mogliśmy zorganizować egzaminów maturalnych, bo przyjmujemy dzieci do 18. roku życia. Dlatego Asia została wpisana na listę maturzystów IV LO - tłumaczy Janina Lewańska, dyrektor szpitalnej szkoły. - Zrobiliśmy wyjątek, bo sytuacja była wyjątkowa - przyznaje dyrektorka.

Jeszcze nigdy do szpitalnej szkoły nie trafił tak ciężko chory uczeń, kilka miesięcy przed maturą (egzaminy gimnazjalne czy sprawdziany na zakończenie szkoły podstawowej już się odbywały). Wyzwaniem było nie tylko przeprowadzenie egzaminu dojrzałości z kilku przedmiotów, ale przede wszystkim organizacja zajęć.

- Stan pacjenta to często "huśtawka". Idąc na oddział, nie wiemy, jak będzie, czy lekarze nas w ogóle wpuszczą - mówi Janina Lewańska. - Czasami dziecko czuje się tak źle, że trzeba zrezygnować z lekcji. Innym razem - nauczycielka posiedzi tylko 15 minut, omówi jedno zadanie, później znów wraca na kwadrans. Tak było z Asią. W jednym tygodniu nawet kilkanaście godzin zajęć [polski, matematyka, biologia, angielski], a w następnym tylko pięć albo wcale.

- Nauczyciele przychodzili do mnie w maseczkach - wspomina maturzystka. - Temat zajęć, długość lekcji i ilość pracy domowej - były dostosowane do mojego samopoczucia

Dyrektor Lewańska podkreśla, że przełomowym momentem terapii i nauki była oficjalna zgoda na organizację egzaminu maturalnego, wydana przez Okręgową Komisję Egzaminacyjną w Poznaniu. OKE musiała zaakceptować m.in. warunki, w których odbędzie się szpitalna matura.

- Kiedy Asia dowiedziała się, że może zdawać, nabrała sił, dała z siebie bardzo dużo - ocenia Janina Lewańska. - Dziecko leżące miesiącami w szpitalu myśli: póki lekcje się odbywają, jest dobrze, będzie dobrze.

Kryzys przed godziną zero

Było dobrze. Asia napisała w szpitalu maturę z języka polskiego, matematyki i biologii. Ale kilka dni przed egzaminami przyszedł kryzys. Wysoka gorączka, osłabienie. Dziewczyna trafiła do izolatki, lekcje zaplanowane na ostatni tydzień się nie odbyły.

- Jadąc 4 maja na egzamin z polskiego, nie wiedzieliśmy, czy będzie pisała - wspomina dyrektor Lewańska. - Komisja przywiozła arkusze, wszystko przygotowane, ale trzeba było uzyskać zgodę lekarzy. Zgodzili się. Cały oddział "żył" maturą dziewczyny ze Świdwina. - Pielęgniarki i pacjenci uciszali się nawzajem, bo wiedzieli, że Asia zdaje - śmieje się Lewańska. Egzaminy odbyły się w szpitalnej sali. - Przychodziła komisja trzyosobowa, siadali przy stoliku i pilnowali mnie - wspomina maturzystka. - Czas? Spokojnie wystarczało, właściwie to zawsze kończyłam wcześniej. Przysługiwały mi dwie piętnastominutowe przerwy, jednak z nich nie korzystałam, żeby nie stracić "weny twórczej" (śmiech). Najtrudniejsza była zdecydowanie matematyka, w porównaniu do poprzedniego roku to był kosmos. Było parę zadań, których w ogóle nie tknęłam - przyznaje. Egzaminy ustne miały odbyć się już w domu, ale lekarze uznali, że stan pacjentki jest zbyt poważny, by opuściła oddział choćby na kilka dni. Poprzednia przepustka, jeszcze w kwietniu, zakończyła się kłopotami. Przyjęto więc wariant drugi - egzaminy w szpitalu. Tata Joasi zadeklarował, że dowiezie komisję ze Świdwina. Niestety - w ostatniej chwili całą procedurę odwołano. - Asia znów źle się czuła. Natychmiast wystąpiłem do OKE o zgodę na termin dodatkowy. Dyrektor Zofia Hryhorowicz znała sytuację, oczywiście zgodziła się - relacjonuje dyrektor Wójcik. Wyniki krwi ważniejsze niż wynik matury Dodatkowy termin wyznaczono na 6 i 7 czerwca. Asia od dziesięciu dni spała już we własnym łóżku. Była w coraz lepszej formie i coraz lepszym humorze. - Właściwie to więcej czasu spędzam na dworze niż w domu, głównie wylegując się na leżaku na działce. Spacery to już żaden problem, szybko dochodzę do siebie. Całą niedzielę spędziłam na zawodach w Łobzie, kibicując znajomym. Coś mi się wydaje, że na konia wsiądę szybciej niż myślałam. Tak samo z grą w siatkę. W domu szybko się odzyskuje siły. Nawet wyniki krwi mam w normie - pisała w mailu dzień przed ustną maturą z języka angielskiego. Egzamin z "angola" zaliczyła na 90 procent. Za tzw. prezentację z języka polskiego - 70 procent. - Angielskiego uczę się od 7. roku życia, nie musiałam się specjalnie przygotowywać - komentowała na gorąco. - Polski trudniejszy, miałam temat: "Na podstawie wybranych utworów literackich zinterpretuj funkcje motywu szaleństwa w literaturze". Przykładów podałam sporo: Herakles, Maria i Orcio z "Nie-Boskiej komedii", Gustaw z IV części "Dziadów", Raskolnikow i Swidrygajłow ze "Zbrodni i Kary", a na koniec Justyna z "Granicy". Ustne egzaminy zaliczone. Na wyniki pisemnych trzeba czekać do 30 czerwca. W tym dniu dokumenty z OKE dotrą do szkół. Jest szansa, że Asia już w tym roku rozpocznie studia. Ale na razie najważniejsze jest leczenie. Co kilka dni musi robić badania krwi, co sześć tygodni meldować się w szpitalu. Jest na etapie tzw. chemii podtrzymującej. Wkrótce czeka ją też wyjazd do kliniki w Katowicach i - prawdopodobnie - przeszczep szpiku (wszystko zależy od tego, jak szybko znajdzie się dawca). Lekarze, nauczyciele i tegoroczni maturzyści (szczególnie ze Świdwina, gdzie w sumie pisało 116 osób) trzymają kciuki za Asię. - Wiem, że swoją przyszłość wiązała z hippiką, pracą przy ukochanych koniach. Życzę jej spełnienia marzeń - mówi dyrektor Wójcik. - Cieszę się, że Asia wraca do zdrowia. Ona jest bohaterką. My nie zrobiliśmy nic nadzwyczajnego. Pomoc uczniowi to przecież nasz obowiązek - dodaje Danuta Rodziewicz, dyrektor IV LO w Szczecinie.


ŹRÓDŁO WIADOMOŚCI
Gazeta Wyborcza - Szczecin


KOMENTARZE


Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Jeśli chcesz dodać swój komentarz, skorzystaj z formularza ».
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005-2017. Właścicielem serwisu jest Atrax Krzysztof Kołakowski.
Wykonanie portalu: Crazybeaver.net