Witamy w Szczecińskim Informatorze Edukacyjnym. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

Przydatne informacje

Zapraszamy do zapoznania się z naszym nowym działem, gdzie zgromadziliśmy bazę przydatnych informacji.

reklama szczecin

Pani Masojć tupie nogą

Gazeta Wyborcza - Szczecin, 27.11.2007



Restrukturyzacja sieci szkół po raz kolejny jest przygotowana "na kolanie", a "dialog społeczny" znów jest monologiem. W kategoriach PR wiceprezydent Masojć popełniła przestępstwo, w dodatku w warunkach recydywy

To nie pierwsze podejście szczecińskich urzędników do poprzestawiania klocków na oświatowej mapie Szczecina. Od lat kilku lat jesienią dowiadujemy się o kolejnych planach magistratu, a na wiosnę okazuje się, że z wielkich projektów zostały szczątki, a to, co najbardziej utkwiło w pamięci z "restrukturyzacyjnego okresu", to pozwy sądowe, protesty rodziców i kilkugodzinny maraton radnych na sali sesyjnej.

Gdzie leży problem? Przede wszystkim w komunikacji z tymi, których dotyczy.

Generał PR

Public relations, czyli najogólniej mówiąc, umiejętność komunikowania się ze społeczeństwem, stało się standardem nie tylko w kampaniach reklamowych firm, ale także w działaniach samorządów, rządów czy organizacji międzynarodowych. Potrzebę umiejętności "sprzedania" swojego pomysłu zrozumiało nawet wojsko. "Generał PR" w pojedynkę potrafi wygrać wojnę. A przecież z wojną w Szczecinie mamy do czynienia co roku.

Bo jak inaczej nazwać burzliwe spotkania w szkołach, pozwy sądowe przeciwko magistratowi, pikiety uczniów przed urzędem, komitety obrony szkoły (taki jest już w każdej protestującej placówce), otwartą walkę dyrektora ZSO nr 8 z wiceprezydent Elżbietą Masojć. Media relacjonując te wydarzenia skupiają się na emocjach, przez co ginie istota sprawy. Ludzie: czytelnicy, widzowie, słuchacze otrzymują przekaz dziejącej się w mieście krzywdy. O poparciu dla restrukturyzacji w takiej atmosferze mowy nie ma. Magistrat nie ma żadnej strategii przekonania opinii publicznej o swoich racji. Trudno w tej sytuacji oczekiwać, że restrukturyzację poprą radni.

Zamiast dialogu pyskówka

Zamiast profesjonalnie przygotowanej kampanii promującej restrukturyzację sieci szkół mamy potężny ładunek emocji. Produkują go nie tylko protestujący, ale i urzędnicy. Pani Masojć "tupie nogą", kiedy ktoś daje do zrozumienia, że projekt jest zły. Nauczyciele, którym nie podoba się pomysł zlikwidowania ZSO nr 8 na prawobrzeżu to, zdaniem Elżbiety Masojć, "lenie" i właśnie dlatego ich szkoła osiąga kiepskie wyniki.

To już nie jest dialog, tylko pyskówka. Mam świadomość, że liceum na Rydla nie jest klubem olimpijczyków, bo też czytam rankingi. Ale to nie jest najszczęśliwszy argument w "debacie społecznej". Rydlowcy słysząc od kogoś takie słowa, odbierają je jako atak. Wtedy bronią się i jest wojna, nie ma już mowy o rozmowie. Powstał mur między nauczycielami, stojącymi po ich stronie rodzicami uczniów, samymi uczniami i dyrektorem. Po drugiej stronie tej barykady jest magistrat i wiceprezydent Szczecina Elżbieta Masojć. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że z tymi ludźmi już negocjacji nie będzie.

Pisanie na kolanie

Wszystkich, których dotyczy restrukturyzacja, trzeba przynajmniej spróbować przekonać do swoich racji. Najlepiej tak, by uznali je za swoje. Ale trzeba: a) mieć argumenty, b) wiedzieć, jak to się robi. O te argumenty za przeprowadzeniem szkół sportowych i muzycznych zapytałem kilkoro radnych. Nie znalazłem odpowiedzi. "Cała ta koncepcja jest przygotowana na kolanie. Nie ma szans, nikt jej nie poprze" - usłyszałem od moich rozmówców.

Szkoła na Rydla niedawno dostała sztandar i imię Jana Pawła II. Teraz ma być zlikwidowana. Wyrachowanie czy lekkomyślność?

Pani Masojć ma jakieś argumenty, ale zamiast przedstawiać je spokojnie i możliwie szeroko, strzela jak rewolwerowiec - nagle i z biodra. Np. już w jednej z rozmów radiowych, już w środku toczącej się od tygodni awantury, rzuca informację o diagnozie Instytutu Kultury Fizycznej US, z której wynika, że ze szkolnym sportem jest źle. Szczegółów tej diagnozy nie znamy do dziś. Mniej więcej w tym samym czasie dowiadujemy się, że projektu wielkiej przeprowadzki sportowych szkół nie konsultowano z trenerami pływaków.

Tymczasem podstawowym warunkiem powodzenia tak trudnych zmian są konsultacje - najpierw z dyrektorami szkół, nauczycielami, potem rodzicami, trenerami. Krok po kroku trzeba pozyskiwać sojuszników. Drugi warunek - trzeba jasnymi jak słońce argumentami przekonać do siebie opinię publiczną.

Nie zrobiono nic, by nauczyciele i rodzice poczuli się partnerami w dyskusji dotyczącej losu swoich placówek. Projekt restrukturyzacji odbierają jako wrogi atak. Więc krzyczą, protestują, bronią się, bo nauczeni doświadczeniami kilkuletniej wojny restrukturyzacyjnej wiedzą, że tylko ten sposób, a nie spokojne rozmowy w zaciszu urzędowych gabinetów, pozwolą uratować ich szkoły. Gdyby czuli się partnerami, nie musieliby nawet pytać: dlaczego, bo tę odpowiedź dostaliby na samym początku dyskusji. Dyskutowaliby za to o precyzyjnie przygotowanym projekcie z alternatywnymi rozwiązaniami. Wybierając jedno z nich w drodze negocjacji, poczuliby się ważni. Dostaliby argumenty i coś ekstra.

A co w zamian?

No właśnie. To coś ekstra musi być argumentem, który przeważy dyskusję na szalę urzędników i spowoduje, że rodzice i uczniowie pogodzą się z dyskomfortem. A jak to się robi w Szczecinie? Magistratowi udało się przekonać część środowiska pływackiego do przeprowadzki na prawobrzeże. Ale byli przekonani tylko tak długo, dopóki nie pojechali do tej szkoły. Superbasen z ekstrazapleczem sportowym, jakiego się spodziewali, okazał się obiektem do remontu. A czasu niewiele, bo przeprowadzka już we wrześniu 2008. Wszystkim się odechciało.

Gdyby pływakom pokazać wyremontowany, pachnący świeżością obiekt, pewnie namówiliby resztę środowiska sportowego do przeprowadzki na prawobrzeże. Gdyby, analogicznie, rodzicom ze szkoły muzycznej pokazać superwarunki do nauki na ul. Królowej Jadwigi, też pewnie pogodziliby się z dyskomfortem. Ale nic takiego nie dostali. A za to jak w "Panu Tadeuszu" -"My z synowcem na czele i jakoś to będzie" - we wrześniu przeprowadzicie się do nowej szkoły, a remont się zrobi.

Rodzice i uczniowie woleliby pewnie plan taki: przeniesiecie się wtedy a wtedy, do tej pory stworzymy tam wam fajne warunki.

Czas "debaty społecznej" właśnie się kończy. Co nie znaczy, że nie można jeszcze raz przekazać wszystkich argumentów i rozsądnego planu działania. Rodzice żyją w ciągłym strachu: nasza szkoła ocalała, ale kto będzie następny? Jeśli uda się rozwiać te obawy, nie będzie tylu nerwów, a atmosfera pozwoli może wreszcie na dialog, nie protesty i wojnę.

Marcin Górka


ŹRÓDŁO WIADOMOŚCI
Gazeta Wyborcza - Szczecin


KOMENTARZE


Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Jeśli chcesz dodać swój komentarz, skorzystaj z formularza ».
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005-2018. Właścicielem serwisu jest Atrax Krzysztof Kołakowski.
Wykonanie portalu: Crazybeaver.net